SingleLodz.pl
»
Porady i ciekawostki»
Okiem Singla»
"To właśnie miłość" prawdziwa vs nieautentyczne "Historie miłosne""To właśnie miłość" prawdziwa vs nieautentyczne "Historie miłosne"
Tagi: Crystiano del Macu, Okiem singla
Paradoks singli polega na tym, że mimo iż obecnie ceni się indywidualność, częstokroć jesteśmy trakowani jako osoby gorszego sortu. Zapomina się, że każdy związek wymaga porzucenia, a w najlepszym razie modyfikacji – w mniejszym albo większym stopniu – swego stylu życia.
Osoby w stałych związkach nierzadko pomijają fakt, że bycie razem okupione bywa rezygnacją z ambicji, hobby czy choćby takim drobiazgiem jak możliwość urządzenia mieszkania według własnego pomysłu. Zarzuca się nam, że jesteśmy samolubnymi egocentrykami, wyrzekającymi się "uczucia". Najzabawaniejsze jest to, że słyszymy ową kwestię od ludzi, zrzędzacych na swoją druga połowę, czasami nawet posuwających się do złośliwości lub brutalności. Dużo to mówi o uczuciach, jakimi obdarzają swych partnerów...
Taka krytyka przybiera niekiedy subtelniejsze formy, co bynajmniej nie pozbawia jej dogmatyzmu. Interesującym tego przykładem jest wyreżyserowany przez Jerzego Stuhra film "Historie miłosne". Jest to stylizowana na filmy Kieślowskiego opowieść o czterech mężczyznach na emocjonalnym "rozdrożu" (wszystkie te role gra reżyser). Poznajemy historię wykładowcy, któremu jedna ze studentek wyznaje miłość, przestępcy "wrobionego" przez żonę, walczącego o awans żołnierza, do którego z Rosji przybywa dawna miłość i księdza, odnalezionego przez małoletnią córkę.
Każdy z bohaterów staje przed dramatycznym wyborem. Wykładowca wchodząc w bliskie relacje ze studentką ryzykuje swą karierą, podobniej jak żołnierz, bowiem kontrwywiad zwraca uwagę na jego kontakty z Rosjanką. Analogicznie rzecz ma się z księdzem, rozdartym pomiędzy kapłańskim powołaniem, a nieoczekiwanie rozbudzonymi uczuciami ojcowskimi. Z kolei kryminalista, mimo, że okradzony i zdradzony przez małżonkę, waha sie pomiędzy złożeniem zeznań obciążających żonę, a wzięciem części winy na siebie, co skróciłoby jej wyrok. Wszyscy oni staja przed obliczem metafizycznego ankietera, badającego ich motywacje.
Pozwole sobie nie zdradzić, kto "opowiedział się po stronie miłości". Zwrócę natomiast uwagę na demagogiczny chwyt. Każdy z mężczyzn decydujących się na zachowanie ważnych dla niego wartości kosztem uczucia, kończy w jakieiś ciemnej, ponurej piwnicy, najprawdopodobniej symbolizującej pustą, mroczną egzystencję, jaką przyjdzie spędzić naszym singlom z wyboru. Dobrze przynajmniej, że nie wykonuje się tam na nich wyroku... To rozwiązanie fabularne nadaje temu filmowi cech "bajeczki dla grzecznych dzieci" – prostej, jeśli wręcz nie prostackiej, i to mimo pretensjonalnej maniery a la Kieślowski.
Czyż nie byłoby prawdziwiej, gdyby miłość okazywała się czasem niszcząca, a poświęcenie się karierze czy zadbanie o własne interesy było lepszą decyzją? Stuhr miał szansę na ukazanie złożoności wyboru miedzy miłością a inną wartością z dużą precyzją, i to wręcz matematyczną (cztery decyzje, dwie na "tak", z czego jedna korzystna, druga nie, pozostałe dwie na "nie" z czego jedna zbawienna, druga zgubna). Niestety, zamiast tego straszy się widzów mrokiem podziemi, jeśli nie ulegną porywom serca...
Mimo, że gatunek zwany komedią romantyczną zwykle chyba nie jest ceniony przez tzw. wymagającego widza, dużo prawdziwszym filmem okazał się "To własnie miłość", reżyserowana przez Richarda Curtisa, scenarzysty "Dziennika Brydget Jones" i " Cztery wesela i pogrzeb". Jest to, jak lapidarnie napisał jednej z recenzentów, "zmasowany atak zjednoczonych sił romantycznej komedii".
Kilkanaście przeplatających się wątków, z których każdy opowiada o miłości w jakieiś postaci – czy to przyjaźni podstarzałego rockmana ze swym menadżerem, czy to zauroczenia premiera swą podwładną, czy też owdowiałego ojczyma, zaniepokojonego depresją swego pasierba. Miłość bywa w tym filmie niespełniona. Czasem ze względu na skomplikowaną sytuację rodzinną, jak w wątku dziewczyny, poczuwającej się do okazania uwagi choremu bratu kosztem tete-a-tete z wyśnionym kochankiem. Ukochana osoba może też być w związku małżeńskim z kimś innym.
Scena, w której świeżo upieczona żona dowiaduje sie o prawdziwych uczuciach przyjaciela męża, mimo całego ładunku melodramatyzmu, nie jest pozbawiona subtelności. Ukazany jest przypadek miłości w kryzysie małżeńskim, po którym nic nie będzie już takie samo. Pomimo tych wszystkich komplikacjach, film pozostaje pogodną komedią romantyczną. Można wyleczyć złamane serca i to mimo leksykalnych i kulturowych różnic, czego dowodzi historia pisarza znajdującego ukojenie u boku portugalskiej sprząteczki. Paradoksalnie, miłość może się narodzić nawet przy okazji mechanicznego odgrywania ról seksualnych.
Sceny rozmów dwojga dublerów filmowych, zastępujących aktorów w scenach erotycznych są chyba najbardziej surrealistycznym i przewrotnym przedstawieniem rodzącego się uczucia. Niekiedy związki bywają w tym filmie wręcz sprowadzone do poszukiwania seksualnych przygód, co bynajmniej niczego nie wulgaryzuje. Historia młodego brytyjczyka, wyruszającego do USA na erotyczne podboje, mimo, że stanowi oczywistą projekcję seksualnych fantazji i stereotypów, wskazuje wartość więzi miedzyludzkich, nawet tych opartych jedynie na pożądaniu.
Na czym polega przewaga tego filmu nad obrazem Jerzego Stuhra? Niewątpliwie Curtis ukazał szersze i bardziej zróżnicowane spektrum uczuć. Co jednak jest dużo ważniejsze, według brytyjskiego scenarzysty miłość, choć cenna, bywa okupiona wyrzeczeniami, oczywiście trzeba starać się o jej spełnienie, czasem jednak lepszym okazuje się rezygnacja z niej i nikogo nie należy za to potępiać. Curtis nie miał ambicji do serwowania widzom "smrodku dydaktycznego", czego nie ustrzegł się niestety nasz rodzimy reżyser, popadający we wręcz "cepowate" moralizatorstwo (jak kogoś nie pokochasz – marsz do ciemnej piwnicy!).
A to czyni film Stuhra podobnym do starych ciotek, ględzących nam o łapaniu drugiej połowy, choćby i kosztem naszego szczęscia. Kto wie, drogie single, może opinia o prowincjonalności polskiej kinematografii i mentalności – choć postrzegamy ją jako krzywdzący stereotyp – nie jest tak do końca bezpodstawna?
Osoby w stałych związkach nierzadko pomijają fakt, że bycie razem okupione bywa rezygnacją z ambicji, hobby czy choćby takim drobiazgiem jak możliwość urządzenia mieszkania według własnego pomysłu. Zarzuca się nam, że jesteśmy samolubnymi egocentrykami, wyrzekającymi się "uczucia". Najzabawaniejsze jest to, że słyszymy ową kwestię od ludzi, zrzędzacych na swoją druga połowę, czasami nawet posuwających się do złośliwości lub brutalności. Dużo to mówi o uczuciach, jakimi obdarzają swych partnerów...
Taka krytyka przybiera niekiedy subtelniejsze formy, co bynajmniej nie pozbawia jej dogmatyzmu. Interesującym tego przykładem jest wyreżyserowany przez Jerzego Stuhra film "Historie miłosne". Jest to stylizowana na filmy Kieślowskiego opowieść o czterech mężczyznach na emocjonalnym "rozdrożu" (wszystkie te role gra reżyser). Poznajemy historię wykładowcy, któremu jedna ze studentek wyznaje miłość, przestępcy "wrobionego" przez żonę, walczącego o awans żołnierza, do którego z Rosji przybywa dawna miłość i księdza, odnalezionego przez małoletnią córkę.
Każdy z bohaterów staje przed dramatycznym wyborem. Wykładowca wchodząc w bliskie relacje ze studentką ryzykuje swą karierą, podobniej jak żołnierz, bowiem kontrwywiad zwraca uwagę na jego kontakty z Rosjanką. Analogicznie rzecz ma się z księdzem, rozdartym pomiędzy kapłańskim powołaniem, a nieoczekiwanie rozbudzonymi uczuciami ojcowskimi. Z kolei kryminalista, mimo, że okradzony i zdradzony przez małżonkę, waha sie pomiędzy złożeniem zeznań obciążających żonę, a wzięciem części winy na siebie, co skróciłoby jej wyrok. Wszyscy oni staja przed obliczem metafizycznego ankietera, badającego ich motywacje.
Pozwole sobie nie zdradzić, kto "opowiedział się po stronie miłości". Zwrócę natomiast uwagę na demagogiczny chwyt. Każdy z mężczyzn decydujących się na zachowanie ważnych dla niego wartości kosztem uczucia, kończy w jakieiś ciemnej, ponurej piwnicy, najprawdopodobniej symbolizującej pustą, mroczną egzystencję, jaką przyjdzie spędzić naszym singlom z wyboru. Dobrze przynajmniej, że nie wykonuje się tam na nich wyroku... To rozwiązanie fabularne nadaje temu filmowi cech "bajeczki dla grzecznych dzieci" – prostej, jeśli wręcz nie prostackiej, i to mimo pretensjonalnej maniery a la Kieślowski.
Czyż nie byłoby prawdziwiej, gdyby miłość okazywała się czasem niszcząca, a poświęcenie się karierze czy zadbanie o własne interesy było lepszą decyzją? Stuhr miał szansę na ukazanie złożoności wyboru miedzy miłością a inną wartością z dużą precyzją, i to wręcz matematyczną (cztery decyzje, dwie na "tak", z czego jedna korzystna, druga nie, pozostałe dwie na "nie" z czego jedna zbawienna, druga zgubna). Niestety, zamiast tego straszy się widzów mrokiem podziemi, jeśli nie ulegną porywom serca...
Mimo, że gatunek zwany komedią romantyczną zwykle chyba nie jest ceniony przez tzw. wymagającego widza, dużo prawdziwszym filmem okazał się "To własnie miłość", reżyserowana przez Richarda Curtisa, scenarzysty "Dziennika Brydget Jones" i " Cztery wesela i pogrzeb". Jest to, jak lapidarnie napisał jednej z recenzentów, "zmasowany atak zjednoczonych sił romantycznej komedii".
Kilkanaście przeplatających się wątków, z których każdy opowiada o miłości w jakieiś postaci – czy to przyjaźni podstarzałego rockmana ze swym menadżerem, czy to zauroczenia premiera swą podwładną, czy też owdowiałego ojczyma, zaniepokojonego depresją swego pasierba. Miłość bywa w tym filmie niespełniona. Czasem ze względu na skomplikowaną sytuację rodzinną, jak w wątku dziewczyny, poczuwającej się do okazania uwagi choremu bratu kosztem tete-a-tete z wyśnionym kochankiem. Ukochana osoba może też być w związku małżeńskim z kimś innym.
Scena, w której świeżo upieczona żona dowiaduje sie o prawdziwych uczuciach przyjaciela męża, mimo całego ładunku melodramatyzmu, nie jest pozbawiona subtelności. Ukazany jest przypadek miłości w kryzysie małżeńskim, po którym nic nie będzie już takie samo. Pomimo tych wszystkich komplikacjach, film pozostaje pogodną komedią romantyczną. Można wyleczyć złamane serca i to mimo leksykalnych i kulturowych różnic, czego dowodzi historia pisarza znajdującego ukojenie u boku portugalskiej sprząteczki. Paradoksalnie, miłość może się narodzić nawet przy okazji mechanicznego odgrywania ról seksualnych.
Sceny rozmów dwojga dublerów filmowych, zastępujących aktorów w scenach erotycznych są chyba najbardziej surrealistycznym i przewrotnym przedstawieniem rodzącego się uczucia. Niekiedy związki bywają w tym filmie wręcz sprowadzone do poszukiwania seksualnych przygód, co bynajmniej niczego nie wulgaryzuje. Historia młodego brytyjczyka, wyruszającego do USA na erotyczne podboje, mimo, że stanowi oczywistą projekcję seksualnych fantazji i stereotypów, wskazuje wartość więzi miedzyludzkich, nawet tych opartych jedynie na pożądaniu.
Na czym polega przewaga tego filmu nad obrazem Jerzego Stuhra? Niewątpliwie Curtis ukazał szersze i bardziej zróżnicowane spektrum uczuć. Co jednak jest dużo ważniejsze, według brytyjskiego scenarzysty miłość, choć cenna, bywa okupiona wyrzeczeniami, oczywiście trzeba starać się o jej spełnienie, czasem jednak lepszym okazuje się rezygnacja z niej i nikogo nie należy za to potępiać. Curtis nie miał ambicji do serwowania widzom "smrodku dydaktycznego", czego nie ustrzegł się niestety nasz rodzimy reżyser, popadający we wręcz "cepowate" moralizatorstwo (jak kogoś nie pokochasz – marsz do ciemnej piwnicy!).
A to czyni film Stuhra podobnym do starych ciotek, ględzących nam o łapaniu drugiej połowy, choćby i kosztem naszego szczęscia. Kto wie, drogie single, może opinia o prowincjonalności polskiej kinematografii i mentalności – choć postrzegamy ją jako krzywdzący stereotyp – nie jest tak do końca bezpodstawna?
Autor: Crystiano del Macu
2012-05-20 02:06:58
Taneczna zabawa pod chmurka;)2012-05-20 00:25:59
Kumkum rerek idziemy na rowerek2012-05-20 00:24:55
07-10.06 (Boże Ciało) - wypad wypoczynkowo-rowerowy Skorzęcin2012-05-20 00:23:12
26-27.05.2012 (sb-nd) Wyjazd rowerowy - Jeziorsko2012-05-19 23:42:58
Noc Muzeów 2012 19/20 maja 2012Terminarz
Najczęściej
czytane artykuły
czytane artykuły
Zdobywanie kobiet
Książka: Mistrzowskie Randki
Wiosna, a zmysły
Jezuici odprawiają msze dla samotnych


